Bieszczady zimą to coś o czym marzyłam przez cały 2018 rok. Kiedy późną jesienią nadeszły pierwsze śniegi, a za nimi niesamowite zdjęcia na różnych internetowych portalach przedstawiające magię bieszczadzkich szczytów i dolin w zimowej szacie, jeszcze bardziej zapragnęłam tam teraz być. Na Sylwestra się nie udało, styczeń również był bardzo napięty i czasu zabrakło, aż w końcu pewnego pięknego dnia w połowie lutego, zdecydowałam się na bardzo spontaniczny wyjazd właśnie w moje ukochane Bieszczady. Czy malownicze Połoniny, Bukowe Berdo, Rawki i Tarnica zachwycą mnie także pokryte białym puchem? Tego byłam absolutnie pewna! Bardziej zastanawiała mnie ogromna ilość śniegu, która spadła tej zimy, a wraz z tym nasuwały się pewne wątpliwości: czy w Bieszczadach szlaki zimą są przetarte? Czy drogi są przejezdne? No cóż, przekonamy się. Ahoj przygodo! 🙂

 

NOCLEG

Z noclegiem załatwianym „z dnia na dzień” nie było żadnego problemu. Wybór padł na sentymentalne, pierwsze lokum w Bieszczadach, czyli Pokoje u Doroty w Wetlinie (50 zł/os.). Zimą w Bieszczadach turystów praktycznie nie ma. Pojawiły się zatem kolejne pytania: czy będą otwarte jakiekolwiek sklepy, restauracje? Na wszelki wypadek zaopatrzyłyśmy się w spore zapasy jeszcze we Wrocławiu. Jak się okazało, była to słuszna decyzja.

 

 

Dojazd i popołudniowe wejście na Smerek.

 

Z Wrocławia ruszamy wczesnym rankiem i  już po 6 godzinach drogi docieramy w Bieszczady. 🙂 Mimo że podróż trwała swoje standardowe 6 godzin to dziś przebiegła naprawdę sprawnie i do Wetliny dojechałyśmy całkiem wypoczęte.

Wracając do drogi, pierwszy śnieg pojawia się w okolicy Komańczy, a pierwsze lekkie utrudnienia na drodze w postaci zalegającego w niektórych miejscach śniegu, dopiero przed Cisną. Trzeba jednak przyznać, że moje obawy o stan dróg okazały się bezpodstawne, bo główne drogi dojazdowe oraz Bieszczadzka Pętla były bardzo dobrze przygotowane i całkowicie przejezdne.

W malutkim sklepiku w Kalnicy obowiązkowo zaopatrujemy się w kilka butelek Ursy i teraz spokojnie możemy rozpocząć swoją przygodę w Bieszczadach zimą. 🙂

 

Wetlina – Przełęcz Orłowicza – Smerek – Wetlina

Ok. godziny 14:00 meldujemy się w Wetlinie. Pogoda dziś nie zachwyca; kilka stopni na plusie, gęste chmury, ale jakaś widoczność jest więc podekscytowane pierwszym wejściem na bieszczadzki szlak zimą ruszamy na Smerek. Startujemy z wetlińskiego Manhattanu popularnym żółtym szlakiem na Przełęcz M. Orłowicza. Uzbrojone w raczki i stuptuty początkowo idziemy przez las, który w zimowej scenerii prezentuje się baśniowo. Wędrówka jest niezwykle przyjemna i wygodna, choć kilka mocniejszych podejść pokonać trzeba. Szlak przygotowany idealnie; wydeptany, przetarty, zero oblodzenia. Moje obawy dotyczące stanu szlaków ponownie bezpodstawne. Jest cudownie! Wokół nas wszędzie biały puch!

Po godzinie leśnej wędrówki docieramy już do prześwitu pod Przełęczą Orłowicza, a naszym oczom ukazuje się po prawej stronie ledwo dostrzegalny kawałek Połoniny Wetlińskiej, a po lewej Smerek. Dopiero tutaj spotykamy też pierwszych turystów, którzy nie wiadomo czemu nagle stanęli spoglądając w naszym kierunku z wyciągniętymi aparatami i telefonami… Zaciekawione obróciłyśmy się za siebie i zobaczyłyśmy to…

 

Bieszczadzka magia uderzyła w nas już przy pierwszym odsłaniającym się widoku po wyjściu z poziomu lasu. Czy może być bardziej niesamowity początek naszego eksplorowania zimowych Bieszczadów?

Po przerwie zdjęciowej i krótkim podejściu, po kwadransie meldujemy się na Przełęczy M. Orłowicza. Jesteśmy absolutnie zachwycone tym co widzimy, mimo tego, że warunki nie są dziś wymarzone. Pokryte grubą warstwą zmrożonego śniegu grzbiety połonin z wyraźnie zaznaczoną granicą lasu, zmrożonymi koronami drzew oraz krzewami na szczycie. Na żywo wszystko wygląda jeszcze bardziej zjawiskowo niż na nawet podrasowanych zdjęciach. A to dopiero początek! Najlepsze miało być przed nami.

 

W podejściu na Smerek pogoda zmiena się jednak momentalnie; silny, porywisty wiatr chwilami mocno utrudniający wędrówkę, mróz i mgła ograniczająca widoczność, chwilami nawet do kilku metrów. Zdarzają się też jednak trwające kilka sekund prześwity; trzeba być czujnym i kilka razy się nawet udaje! 🙂

 

Po półgodzinnym podejściu jesteśmy na Smerku. Niestety na szczycie jedyne co widzimy to krzyż, widoczności brak… Wypijamy więc kilka łyków herbatki na rozgrzanie i ruszamy z powrotem w dół. Po 45 minutach jesteśmy już przy aucie.

Pierwsze wrażenia z zimowego pobytu w Bieszczadach bardzo pozytywne. Pogoda dziś nie rozpieszczała, pozwoliła za to poczuć nam na własnej skórze jak srogie mogą być wędrówki po dzikich Karpatach zimą. Zobaczymy jak będzie dalej! 🙂

Wetlina (Manhattan) – Przełęcz Orłowicza – Smerek – Wetlina (Manhattan) – szlak żółty i czerwony – ok. 8 km

Czas: 2 godz. 30 minut

Poziom: łatwy

 

Tarnica i Bukowe Berdo z Wołosatego

Czy może być piękniejszy poranek od niespiesznej kawki z widokiem z okna na oświetloną promieniami zimowego słońca i okrytą białym puchem Połoninę Wetlińską? Cudownie!

Ten przepięknie rozpoczęty dzień decydujemy się spędzić zdobywając najwyższy szczyt polskich Bieszczadów, Tarnicę.

 

Zostawiamy auto na parkingu w Wołosatem i udajemy się asfaltową drogą w stronę Tarnicy. Po kilku minutach marszu odbijamy w lewo na piękną, pokrytą grubym, zmrożonym śniegiem polanę u podnóży najwyższego szczytu.

Niezwykle malowniczy widok!

 

Obserwujemy tu bardzo dużo śladów dzikich zwierząt. Wilki, rysie, żbiki – pewnie pod osłoną nocy dzieje się tu wiele! Zima to idealny czas na tropienie dzikich zwierząt.

 

Po kilkunastu minutach wędrówki wchodzimy już do lasu. Tutaj także zachwytom nie ma końca! Wkraczamy do bajkowej krainy śniegu i lodu!

 

Po godzinie mocnego, ale przyjemnego podejścia wychodzimy ponad granicę lasu i naszym oczom ukazuje się pierwsza tego dnia panorama.

Chwilę potem, zza ostatnich drzew wyłania się Bieszczadzka Królowa, czyli Tarnica z, już dobrze dostrzegalnym, słynnym krzyżem na szczycie. Po 30 minutach drogi dochodzimy do Przełęczy pod Tarnicą. Stąd już tylko kwadrans dzieli nas od wdrapania się na najwyższy szczyt Bieszczadów.

 

Plusem zimowych wejść jest z pewnością brak schodów, których na najbardziej popularnych, bieszczadzkich szlakach niestety nie brakuje. Teraz są całkowicie zasypane, jedynie gdzieniegdzie dostrzegamy wystające barierki.

Jesteśmy!

 

Pogoda idealna; pełne słońce, temperatura w okolicy zera, leciutki wiaterek. A widoki? Zobaczcie sami. Spędzamy tu dłuższą chwilę. Tarnica zimą zapiera dech w piersiach!

Połonina Caryńska oraz Wetlińska

Mała i Wielka Rawka

 

Szlak z Wołosoatego na Tarnicę zimą przygotowany bardzo dobrze, wydeptany i odpowiednio przetarty. Trzeba tylko uważać kiedy zejdziemy ze szlaku, bo można zapaść się ponad kolana. Trasa zajęła łącznie ok. 2 godzin. 

To nie jest jednak koniec naszej wędrówki, bowiem kolejnym celem jest ukochane Bukowe Berdo, na które w zimowej odsłonie mamy spory apetyt. Schodzimy więc do Przełęczy pod Tarnicą, z której odbijamy w prawo, ostro w dół aż do Przełęczy Goprowskiej. Tu pojawiają się pierwsze małe problemy: szlak nie jest w ogóle przetarty, a ludzi zmierzających w tę stronę nie ma…Co robić? Rozsądek podpowiada, aby wracać. Odważnie stawiamy jednak pierwsze kroki, kilkukrotnie grzęźniemy ponad poziom kolan w śniegu. Szczęśliwie dostrzegamy jednak kilku turystów, którzy są ponad Przełęczą Goprowską i dochodzą już do Bukowego Berda. Czyli jednak się da!  Jest dużo czasu do zachodu słońca, warunki perfekcyjne, my dobrze przygotowane, uzbrojone w raczki, stuptuty, zapas herbaty i jedzenia, a i sił nie brakuje – decyzja mogła być tylko jedna. Idziemy! 🙂

Po kilkunastu minutach zejścia ostro w dół dochodzimy do Chaty Goprowców, z której ruszamy już ostro w górę w kierunku Bukowego Berda. Ten kawałek obejmuje ok. 900 schodów więc ich zasypanie kolejny raz jest dużym plusem. Co ważne, tutaj także szlak nie jest przetarty i wydeptany. Mimo kilku „zapaści” i lekkich poślizgnięć przy zejściach, stan szlaku pozwala na całkowicie swobodne wędrowanie. Raczki i stuptuty są jednak niezbędne. Przekonujemy się także, że górskie wędrówki w zimowych warunkach są zdecydowanie bardziej wymagające i męczące. Należy o tym pamiętać ustalając trasę.

Trochę śniegu napadało. 🙂

 

Warto było się tu wdrapać! Widok z Bukowego Berda na Gniazdo Tarnicy jest jednym z piękniejszych krajobrazów w Bieszczadach,  Polsce, a może i nawet na świecie, który miałam przyjemność podziwiać na własne oczy.

 

W zimowej szacie prezentuje się równie okazale co w letniej.

 

Zachwycone niesamowitą panoramą i wdzięczne za wymarzone warunki pogodowe, wracamy tą samą trasą na Przełęcz pod Tarnicą.

 

Z racji popołudniowej godziny w mojej głowie zaiskrzyła nadzieja na zachód słońca na Tarnicy, jednak nasilające się zmęczenie i ewentualna konieczność czekania ponad godzinę wzięły górę i rozpoczęłyśmy schodzenie przetartym, niebieskim szlakiem do Wołosatego. Po niecałej godzinie szybkiego marszu byłyśmy już poza granicą lasu, u podnóży Tarnicy, którą oświetlały ostatnie promienie zachodzącego słońca. Stopniowo niebo zaczynało przybierać niesamowite, pastelowe kolory z dominującym pudrowym różem. Coś pięknego!

 

 

Wołosate – Tarnica – Przełęcz Goprowska – Bukowe Berdo – Wołosate – szlak niebieski – ok. 14 km

Czas: 5 godzin

Poziom: średni

 

To był fantastyczny dzień!

 

Wschód słońca na Połoninie Wetlińskiej oraz zachód słońca na Małej Rawce.

WSCHÓD SŁOŃCA NA POŁONINIE WETLIŃSKIEJ

Zachęcone wczorajszymi kolorami o zachodzie słońca, decydujemy się na wczesną pobudkę i wejście na wschód słońca w Bieszczadach. Wybór pada na dość krótkie wejście z Przełęczy Wyżnej na Połoninę Wetlińską. O 5:30 ruszamy z Wetliny na przełęcz, a o 5:45 idziemy już z parkingu szlakiem żółtym do schroniska „Chatka Puchatka”.

Jest niesamowicie jasno; rozgwieżdżone niebo, prawie pełnia księżyca – zapowiada się magiczny wschód!  Już z parkingu dostrzegamy kilka świateł czołówek innych turystów na szlaku, których po drodze nawet doganiamy. Wychodząc z lasu widzimy przed sobą kolejnych turystów. No takich tłumów to naprawdę się tu nie spodziewałam, szczególnie o tej porze dnia! Jak widać, wschód słońca z Chatki Puchatka jest chyba niezwykle popularnym pomysłem dla wędrujących po Bieszczadach. Całkiem zasadnie, bo szlak z Przełęczy Wyżnej do „Chatki Puchatka” jest bardzo szeroki, dogodny, popularny więc mocno wydeptany, a samo wejście ekspresowe; nam zajęło ok. 40 minut.

To jeszcze jednak nie koniec niespodzianek! Będąc na szczycie widzimy ok. 20-30 osób wychodzących ze schroniska z aparatami w rękach. Szok! Razem z nami wschód słońca obserwowało ponad 30 osób! Ciężko było znaleźć kawałek miejsca dla siebie na zrobienie zdjęcia bez innych ludzi. Z tego powodu było to nieco inne doświadczenie niż „Wschód słońca na Połoninie Caryńskiej”, gdzie byłyśmy same; było cicho, spokojnie, magicznie. Niemniej, sam wschód słońca na Połoninie Wetlińskiej nie rozczarował – cudowny spektakl!

 

Tarnica kilka minut przed świtem.

 

Dzień dobry! 🙂

Po zjawiskowym wschodzie słońca udałyśmy się jeszcze na spacer grzbietem Połoniny Wetlińskiej; tutaj nie było już absolutnie nikogo.

 

Do parkingu wróciłyśmy taką samą trasą, a zejście spod Chatki Puchatka na Przełęcz Wyżną zajęło nam mniej niż pół godziny.

Malowniczy, zimowy wschód słońca w Bieszczadach zaliczony! Teraz czas na zachód!

 

Przełęcz Wyżna – Chatka Puchatka – Osadzki Wierch (prawie:)) – Chatka Puchatka – Przełęcz Wyżna – szlak żółty i czerwony – ok. 9 km

Czas: 2 godz. 30 minut

Poziom: łatwy

 

ZACHÓD SŁOŃCA NA MAŁEJ RAWCE

Zachód słońca postanawiamy podziwiać z Małej Rawki. Udajemy się więc na Przełęcz Wyżnańską, z której ok. godziny 15:00 szlakiem zielonym ruszamy właśnie na Małą Rawkę. Po 20 minutach marszu zaliczamy obowiązkowy przystanek w schronisku pod Małą Rawką, w którym pijemy pyszną kawkę z ekspresu. Stąd, dobrze nam znaną, leśną trasą wchodzimy na szczyt Małej Rawki. Wejście ze schroniska na Małą Rawką zajmuje niecałą godzinę więc do zachodu pozostaje jeszcze chwila.

 

Krótki spacer w kierunku Wielkiej Rawki, ale zachwycający zachód słońca podziwiamy z Małej. Sam widok z Małej Rawki w kierunku południowo-zachodnim robi na mnie zawsze ogromne wrażenie, a w blasku zachodzącego słońca jest jeszcze bardziej oszałamiający! Słońce powoli chowa się za horyzontem, a niebo nabiera pastelowych odcieni.

 ‘

 

Fenomenalnie! Kolejny raz pogoda spisała się perfekcyjnie.

 

Tarnica z daleka.

I z bliska. 🙂

 

Zejście do schroniska zajmuje ok. 30 minut, a po zmroku schronisko wygląda tak…

Takie gwiazdy tylko w Bieszczadach!

 

Przełęcz Wyżnańska – Mała Rawka – Przełęcz Wyżnańska – szlak zielony – ok. 6,5 km

Czas: 2 godz. 30 minut

Poziom: średni (podejście na Małą Rawkę dość strome i wymagające)

 

Bukowe Berdo z miejscowości Muczne

Na ostatni dzień wybieramy niezbyt długie podejście na nasze ulubione Bukowe Berdo, na które wchodzimy z niezwykle urokliwej, położonej na końcu świata miejscowości, Muczne. Kolejny dzień ze wspaniałą, słoneczną pogodą przed nami! Zima w Bieszczadach nas zdecydowanie rozpieszcza. 🙂

Auto zostawiamy przy Centrum Promocji Leśnictwa, skąd udajemy się w kierunku Bukowego Berda. Po godzinnej wędrówce przez las, wydeptaną ścieżką, docieramy na grzbiet Bukowego Berda.

 

Po prawej stronie naszym oczom ukazują się obie Połoniny, a po kilku krokach w lewo, wyłania się dumna Tarnica.

 

Tam, własnie tam jest Tarnica! 🙂

 

Wędrujemy chwilę w jej stronę, ale czas nas trochę goni więc do najwyższego szczytu Bukowego Berda nie docieramy. Dziś w powietrzu czuć już nadchodzącą wiosnę; jest ciepło, słonecznie, bezwietrznie. Wiosno, przybywaj! Choć bieszczadzka zima zostanie w mojej pamięci jeszcze przez wiele miesięcy, a może i dłużej? Urzekające krajobrazy!

Wracamy tą samą drogą, zahaczając już w Mucznem o Karczmę Siedlisko Carpathia, w której pierogi z kaszą i lokalnym serem są znakomite.

 

Muczne – Bukowe Berdo 1201 m n. p. m. – Muczne – szlak żółty – ok. 6,5 km

Czas: 2 godziny

Poziom: łatwy

 

Czas wracać do Wrocławia…

Bieszczady zimą mnie absolutnie zachwyciły! Wiedziałam, że będzie pięknie, ale nie spodziewałam się aż takich wrażeń!

 

BIESZCZADY ZIMĄ – PRAKTYCZNE INFORMACJE I WSKAZÓWKI

RESTAURACJE I SKLEPY

Zdecydowana większość restauracji jest w Bieszczadach zimą nieczynna; w Wetlinie otwarte było wyłącznie Stare Sioło. Sklepy czynne, choć zauważalny jest węższy niż w sezonie asortyment. Większe zakupy i zapasy żywności zachęcam zrobić w domu.

 

SZLAKI

Główne szlaki na najbardziej popularne bieszczadzkie szczyty przygotowane były idealnie, nieco gorzej sytuacja wyglądała na tych mniej powszechnych. Zgodnie z informacjami z Bieszczadzkiego Parku Narodowego kilka szlaków było zamkniętych, choć nie zawsze wiązało się to z nieprzetartym szlakiem (szlak na Bukowe Berdo z Mucznego oficjalnie był zamknięty, ale na szlaku nie zauważyłam żadnych utrudnień czy zagrożeń).

Przygotowane szlaki, którymi wędrowałam:

niebieski: Wołosate – Tarnica

żółty: Wetlina – Przełęcz Orłowicza i czerwony na Smerek

żółty: Przełęcz Wyżna – Połonina Wetlińska

zielony: Przełęcz Wyżnańska – Mała Rawka

Nieprzetarte, choć wciąż umożliwiające swobodną wędrówkę szlaki: Tarnica – Bukowe Berdo przez Przełęcz Goprowską.

 

DROGI

Zarówno drogi dojazdowe oraz droga główna na miejscu dobrze przygotowane, odśnieżone, choć z momentami zalegającym na jezdni śniegu. Opony zimowe oczywiście obowiązkowe, mile widziany napęd 4×4 oraz na wszelki wypadek, przy srogich prognozach, łańcuchy.

 

RUCH I TURYŚCI

Zimą brak opłat za wejście do BdPN, ale (przynajmniej) weekendowo parkingi płatne.

Turystów na szlakach i na drogach bardzo mało. Paradoksalnie, najwięcej turystów spotkałyśmy o wschodzie słońca na Połoninie Wetlińskiej.

 

PAMIĘTAJ!
  • Obowiązkowo, wybierając się w Bieszczady zimą zaleca się posiadanie raczków/raków oraz stuptutów.
  • Zawsze miej przy sobie gorącą herbatę, odzież na zmianę i czołówkę.
  • Wędrówki w śniegu męczą bardziej! Nie planuj za długich tras.
  • Zawsze sprawdź o której jest zachód słońca (nie dla wszystkich jest to oczywistością) – zimą dzień jest krótszy.

 

Odkryj mapę i ruszaj w Bieszczady zimą!