Podczas jubileuszowego, długiego weekendu listopadowego postanowiłam lepiej poznać Pieniny, które miesiąc temu odwiedziłam pierwszy raz w życiu i niezwykle mnie zaciekawiły. (LINK do wpisu: 3 dni na Podhalu)

Nocleg w „naszej” miejscówce na Hubie u Pana Zbyszka, skąd wschody i zachody słońca oraz widok na co dzień jest fenomenalny. W ciągu trzech pięknych dni ze słoneczną pogodą przeszłyśmy dużą część Pienin, zaliczając słynne Trzy Korony, Wysoki Wierch ze zjawiskową panoramą Tatr, spacerowałyśmy wzdłuż Dunajca oraz poznałyśmy, zdecydowanie mniej popularne, słowackie Pieniny.

 

Dzień 1. Pieninki Właściwe (Masyw Trzech Koron)

Sromowce Niżne – Wąwóz Szopczański- Trzy Korony – Zamkowa Góra – Sokolica

Wędrówkę rozpoczynamy w Sromowcach Niżnych, gdzie zostawiamy auto na przydrożnym, bezpłatnym parkingu i kierujemy się żółtym szlakiem w stronę schroniska. Już po wyjściu z miejskich zabudowań naszym oczom ukazują się słynne Trzy Korony wyłaniające się znad porannych, jesiennych mgieł. Pięknie i magicznie!

trzy korony 

Po 10 minutach docieramy do Schroniska Trzy Korony, gdzie obserwując istniejącą infrastrukturę i świetny widok zakładamy, że w sezonie muszą tu być dzikie tłumy. Na szczęście teraz, w listopadzie, jest całkiem spokojnie. Na rozwidleniu powyżej schroniska trzymamy się żółtego szlaku, którym po kilku minutach  wchodzimy do imponującego Wąwozu Szopczańskiego. Kolejnym etapem wędrówki jest trasa przez las, którym docieramy aż do Przełęczy Szopka. Po krótkim, lecz dość intensywnym podejściu, wykorzystujemy tu liczne ławki na chwilę odpoczynku. Stąd odbijamy w prawo na szlak niebieski, który doprowadzi nas już do Trzech Koron. Jednak wcześniej, kilka kroków od przełęczy, po prostu oniemiałyśmy… Prześwit nad lasem, na niedużej polance, a dokładnie na wprost nas Tatry. To miejsce wygląda, jakby było zaprojektowane przez człowieka. Natura zachwyca – wspaniały widok!

Nie ma jednak czasu na długie zachwyty, bo przed nami jeszcze sporo do przejścia i do zobaczenia, a dzień krótki. Ruszamy więc na Trzy Korony, na które docieramy po kwadransie. Obowiązkowo trzeba pokonać kilka metalowych schodów i wspiąć się na platformę widokową. Panorama ze szczytu robi ogromne wrażenie, chciałoby się tam usiąść i delektować widokiem długimi godzinami… Jednak nie jest to możliwe, gdyż na platformie jednorazowo może przebywać 15 osób, więc szybkie zdjęcie, kilka minut i już trzeba schodzić, bo chętnych turystów jest sporo, nawet w listopadzie!

 

Odpocząć za to można na Okrąglicy, zaraz po zejściu ze schodów platformy.  Znajdziemy tu wiaty, stoliki, ławki, miejsce bardzo dostosowane do potrzeb turystów. My tłumów nie lubimy więc od razu kierujemy się niebieskim szlakiem aż do Zamkowej Góry, na której szczycie widzimy, niedostępne dla turystów, ruiny zamku. Kolejnym naszym celem jest Sokolica. Mijamy więc ruiny i leśną drogą kontynuujemy wędrówkę cały czas niebieskim szlakiem przez Bajków Groń, Białe Skały i Sokolą Perć.

Sokola Perć nie jest dostępna dla wszystkich, trzeba naprawdę uważać, bo są tutaj dość strome odcinki i podejścia. Poniżej istnieje jednak obejście, które omija właśnie Sokolą Perć.

Po 1,5 godz. wędrówki z Trzech Koron docieramy na Sokolicę, na której ciężko znaleźć kawałek miejsca dla siebie. Tutaj panorama nie jest aż tak rozległa, ale także imponuje. Na wprost masywne wzniesienia, a w dole meandrujący Dunajec. Fotografujemy słynną, połamaną już, sosnę i ruszamy w dół, bo do zmroku pozostało niewiele czasu.

 

Planem jest zejście szlakiem niebieskim aż do Dunajca w kierunku Hukowej Skały, prom na drugi brzeg i powrót wypożyczonym rowerem ze Szczawnicy aż do Sromowców Niżnych wzdłuż rzeki, ewentualnie spacer. Szczęśliwie, zobaczyłyśmy kartkę u podnóża Sokolicy informującą o tym, że prom od 1.11. już nie kursuje. Nie byłoby zbyt wesoło, gdybyśmy ją przeoczyły i zeszły aż do Dunajca… Po szybkich konsultacjach zdecydowałyśmy, że musimy wrócić tym samym szlakiem (omijając Trzy Korony) do auta. Słońce coraz niżej, ludzi na szlaku mało, chwilami już w ogóle, my zmęczone, lekko podziębione, trochę złe na siebie (że nie sprawdziłyśmy, a zaufałyśmy bezgranicznie przewodnikowi) i na przewodnika, który polecił nam właśnie trasę z promem…Zazwyczaj nie preferujemy powrotów tym samym szlakiem, zawsze staramy się robić pętle, jeśli jest to możliwe. W tej sytuacji jednak nie ma innego wyjścia, także szybkim tempem wracamy do auta. Kierujemy się najpierw szlakiem niebieskim, aż do rozwidlenia przy Bajków Groń, gdzie łapiemy już szlak żółty. Do schroniska Trzy Korony docieramy ekspresowym tempem, już dobrze po zmroku, po 1,5 godz. drogi z Sokolicy. Jedzenie w schronisku godne polecenia!

Sromowce Niżne – Wąwóz Szopczański- Trzy Korony – Zamkowa Góra – Sokolica – Sromowce Niżne

Czas: 6,5 godz.

Poziom: średni

Szlak: żółty i niebieski

Trasa niezwykle urozmaicona: fenomenalne widoki, wąska droga przez las, polany, wymagająca Sokola Perć, imponujący wąwóz. Działo się naprawdę dużo! A zejście według pierwotnego planu z Sokolicy do Szczawnicy, prom i powrót wzdłuż Dunajca rowerem to świetny pomysł na całodniową wycieczkę w sezonie, choć trzeba się liczyć z tłumami, które przyciągają Trzy Korony i Sokolica.

 

Dzień 2. Słowackie Pieniny

Czerwony Klasztor – Plasna – Leśnica – Targov – Przełom Dunacja – Czerwony Klasztor

Zachęcone opowieściami naszego gospodarza o dzikości i inności Pienin po części słowackiej zdecydowałyśmy się to sprawdzić. Ten jakże ważny dla Polaków dzień, 11 listopada 2018, przywitał nas zjawiskowym wschodem słońca.

Wschód słońca w tatrach

  

Śniadanie, kawa i herbata w termos i ruszamy. Auto zostawiamy tuż przy granicy, na parkingu za miejscowością Czerwony Klasztor. Dziś mgły są gęste i jeszcze osadzone nisko. Po kilku minutach odbijamy z drogi asfaltowej w lewo wzdłuż lasu idąc szlakiem żółtym, czerwonym i niebieskim, aż docieramy do rozwidlenia przy sedlo Cera, na którym obieramy już właściwy dla nas szlak czerwony.

 

Wędrujemy we mgle, przez gęsty las, chwilami przez tajemnicze polany, aż stopniowo powietrze staje się przejrzyste, mgły ulatniają się, a naszym oczom ukazują się górskie panoramy.

Jak to bywa w Pieninach, pierwszym widokiem są ponownie Tatry.

Czerwony szlak prowadzi głownie przez las, jednak czeka na nas kilka prześwitów. Nie jest tu zbyt widokowo, ale całkiem dziko. Zero turystów, mało znaków, żadnych platform widokowych, tylko co jakiś czas, właśnie przy prześwitach, ustawione są pojedyncze ławki w dobrym kierunku. Naprawdę tajemniczo i pięknie! Wróćmy jednak na szlak. Po godzinie drogi, już za Plasną, odbijamy w lewo na szlak zielony, którym dojdziemy do Leśnicy. Mijamy, ulubione przez nas, malownicze polany i widząc już zabudowania schodzimy do rozwidlenia przed Leśnicą (30 min.). Tutaj odbijamy w lewo na szlak niebieski i żółty i rozpoczynamy ponownie wędrówkę w górę.

Po ok. 20 minutach docieramy do rozdroża Targov, przy którym planujemy chwilę odpoczynku. Rozsiadamy się na jeszcze całkiem zielonej polance, łapiąc promienie listopadowego słońca, popijając kawkę. Czy może być lepiej? Jest idealnie! Uważajcie tu na motocrossowców! Mogą niespodziewanie wyskoczyć zza górki, kiedy właśnie sobie leżysz i delektujesz się chwilą. 🙂

Stąd, obieramy szlak żółty, który prowadzi przez dzikie łąki, przez i wzdłuż strumyka, aż dochodzimy do Dunajca. Koniec dzikości…

 

Wydeptana, przystosowana droga, spacerujący turyści z wózkami, rowerzyści, biegacze. W sezonie tu musi być naprawdę tłoczno! Przyjemny spacerek wzdłuż Dunajca do Czerwonego Klasztoru zajmuje nam ok. 40 minut.

Czas: 4 godziny.

Poziom: bardzo łatwy.

Szlak: czerwony, zielony, żółty, czerwony

Trasa ciekawa, bo obejmuje kilka miejsc widokowych, świetne, malownicze polany, dzikie łąki oraz trasę wzdłuż rzeki. Do polecenia na pół-dniowe, krótkie wycieczki, również dla całej rodziny. Słowackie Pieniny to z pewnością ciekawa alternatywa dla osób poszukujących w górach spokoju i nieoczywistych szlaków.

Zachód słońca na Podhalu 

Dziś w planach była krótsza wycieczka, ponieważ bardzo chciałyśmy podziwiać zachód słońca z okolic naszego zamieszkania. Wystarczy 10 minut spaceru od domu Pana Zbyszka, aby mieć niczym niezasłonięty widok na Tatry i okoliczne wzniesienia. Taki krajobraz…

 

Dzień 3. Małe Pieniny

Szlachtowa – Wysoki Wierch – Schronisko pod Durbaszką – Jaworki – Szlachtowa

Na koniec wyjazdu wróciłyśmy w, odwiedzone miesiąc wcześniej, Małe Pieniny, które mnie wtedy mocno ujęły. Nie inaczej było tam razem.

Auto zostawiamy przy drodze w Szlachtowej, nieopodal Muzeum Pienińskiego. Kierujemy się żółtym szlakiem na Huściawę, mijając po drodze ostatnie wiejskie zabudowania. Trasa prowadzi przez łąkę, która jednak miejscami jest bardzo mocno zabłocona. Samo podejście nie jest zbyt szczególne, ale przynajmniej krótkie. Na grań, która niezmiennie przypomina mi chwilami zmniejszone, bieszczadzkie połoniny, docieramy już po 30 minutach marszu. Jest cudownie! Pogoda wciąż jest doskonała, świeci słońce, a, mimo wolnego poniedziałku, turystów garstka. Odbijamy w lewo i podziwiamy piękne widoki z każdej strony. Wędrujemy głównym szlakiem, zastanawiając się gdzie jest to odbicie na Wysoki Wierch?

Po ok. 20 minutach widzimy, wydaje się, najwyższe wzniesienie w okolicy więc”na skuśkę” tam wchodzimy licząc, że to właśnie Wysoki Wierch. Samo oznaczenie na szczycie nie jest zbyt jasne, nie ma żadnej tabliczki, ale po słupkach granicznych i studiowaniu mapy dochodzimy do wniosku, że to musi być tu (oczywiście, drogowskaz był, ale byłyśmy tak zniecierpliwione, że do niego nie doszłyśmy 🙂 ). Innym czynnikiem potwierdzającym, że już jesteśmy na miejscu jest oszałamiająca panorama z tego odsłoniętego szczytu… Tatry, Pieniny, w tym Trzy Korony, Gorce, Beskid Sądecki, a do tego idealna widoczność. Zostajemy tu zdecydowanie dłużej. Jest cudownie! Cisza, spokój, słońce, lekki wiaterek, no i te widoki. A dzień wcześniej oglądałyśmy zdjęcia ze wschodu i zachodu słońca właśnie na Wysokim Wierchu. Zdecydowanie trzeba się kiedyś tu na nie wybrać, tym bardziej, że podejście z Jaworek czy Szlachtowej jest dość krótkie.

Wracamy, zahaczając po drodze o schronisko pod Durbaszką (kawa + ciasto), potem do Jaworek trasą rowerową i 20 minut marszu wzdłuż drogi aż do Szlachtowej.

Czas: 2,5 godziny

Poziom: bardzo łatwy

Szlak: żółty, zejście ze schroniska trasą rowerową

Małe Pieniny są niezwykle malownicze, a spacerować głównym szlakiem można bez końca, delektując się rozległymi panoramami różnych górskich pasm. Widoki z Wysokiego Wierchu są niesamowite, jedne z piękniejszych, jakie widziałam.

To były naprawdę piękne 3 dni w naszej pięknej Polsce! Odkrywajmy nasz kraj, a jeszcze nie raz wprawi nas w zachwyt.

Odkryj mapę i ruszaj w Pieniny! 🙂